Posteado por: ossetta | diciembre 30, 2009

LIMA po raz drugi – de nuevo en Lima

Znowu w Limie w Miraflores – De nuevo en Lima Miraflores- jutro powrót do Europy – Manana Regresamos A Europa

Posteado por: ossetta | diciembre 21, 2009

y c zjazd rowerowy, ale okazalo sie ze manana

Jestesmy w La Paz, mzy, prepraszamy za brak znakow diakrytyczny ale piszemy z kafejki internetowej. Jutro downhill Coroico,  Marysia jedzie rowerem z amortyzacja z przodu i hydraulicznymi hamulcami, ja w wozie technicznym….

Dzis zwiedzanie La Paz….Moje soroche ma sie swietnie, po slicznym aktorskim padzie  na dworcu w Puno dalej zyje i czuje sie swietnie, troche wiecej problemow mamy z sensacjami pokarmowymi.

KAP – ale pieknie…..

Amigos de habla espanola…. no tenemos mucho tiempo para la computadora la Paz es muy bonita….

Posteado por: ossetta | diciembre 18, 2009

Dalej zyjemy – seguimos vivas

jedziemy na na wyspy spędzimy tam noc – vamos a las islas. Titicaca jest przepiekne ale soroche mniej. Nie jestem nieedzwi3edziem andyjskim.

Titicaca es bello pero el soroche no los es…

Posteado por: ossetta | diciembre 9, 2009

Jestesmy w Limie Estamos en Lima

Dojechalysmy, komentarz pozniej

Estamos ya en Lima

Posteado por: ossetta | diciembre 6, 2009

Szalona korektorka – proofreading loco

Spostrzegawcze osoby zauważyły może pojawiające się perfekcyjne ulepszenia blogu, zanikające błędne literówki, tak w wersji polskiej jak i hiszpańskiej, pojawiające się brakujące znaki interpunkcyjne, przecinki, kropki, duże litery czy wręcz purystyczne zmiany redakcyjne.

Jest to zjawisko skrajnie przeciwne do “chochlików drukarskich”  i zawdzięczamy je Gosi Grygierowskiej, mojej wspaniałej przyjaciółce i współpracowniczce, doskonałej redaktorce i tłumaczce języka hiszpańskiego.

Jest to pewien przejaw patologii zawodowej, dążenie do perfekcji i jestem ci Gosiu za to dogodnie wdzięczna!!! Mam nadzieję, iż wytrzymasz do końca naszej podróży. A jak uda Ci się rozgryźć Worpress, to może już sama będziesz na bieżąco wprowadzać korektę redakcyjną.

Las personas con espíritu observador seguramente se dieron cuenta de los perfeccionamientos de mi blog, los errores de tecleo que desaparecen, sean en la versión polaca como española, los signos de puntuación, comas, puntos, mayúsculas   o los cambios estilísticos de purista.

Es un fenómeno contrario a los “yerros de imprenta”  y le debo a Gosia Grygierowska, mi maravillosa amiga y colaboradora, redactora y traductora del español.

Es seguramente un síntoma de la patologia profesional, anhelo de la perfección, pero te !!! estoy muy agradecida.!!! Tengo esperanza que aguantaras hasta el final de nuestro viaje. Y si aprenderás a usar Worpress, tu misma introducirás, del día al día, los cambios necesarios.

Posteado por: ossetta | diciembre 6, 2009

Spotkanie z prozianami – proz powwow

San HieronimoZgodnie z tradycją staram się w czasie podróży spotkać z kolegami po fachu, także i tam razem planujemy z Marysią spotkanie z tłumaczami z proz.com, czyli tak zwanymi ProZianami. Decyzję podjęłam dość późno, ale ku mojemu zdumieniu odzew był o wiele większy, niż się spodziewałam, szczególnie biorąc pod uwagę krótki termin. Wygląda na to, iż zbierze się ładne stadko pod wezwaniem św. Hieronima, na liczniku już 17 osób, a i miejsce spotkania zapowiada się zacnie –  Sweet Garden w Miraflores (http://www.sweetgarden.com.pe). Jeszcze lew do kompletu by się przydał….[przypis autora: lew i czerwony kapelusz to atrybuty ww. świetego].

Conforme a la tradición en mis viajes siempre intento de encontrarme con los colegas de mi profesión. En esta aventura también tenemos planes de encontrar otros traductores, vistos que las dos somos miembros de proz.com, queremos ver los colegas de proz limeños, o diciendo mas sencillamente los ProZianos. Me decidí tarde, pero a mi sorpresa la reacción de nuestros colegas en Lima era muy rápida, sobre todo tomando en cuenta que queda poco tiempo. Parece que se formara una pandilla buena de las ovejas de San Hieronimo, ya en la cuenta hay 17 personas, el lugar propuesto parece de maravilla –  Sweet Garden en Miraflores (http://www.sweetgarden.com.pe). Solo nos faltaría un león….[nota del autor: león y sombrero rojo son atributos del santo arriba mencionado].

Posteado por: ossetta | diciembre 4, 2009

Pakowanie – Preparando mi mochila

Ogólnie pakowanie to najmniej przyjemna część podróżowania. Mogę wręcz powiedzieć, że to obrzydliwość. Nie znoszę się pakować. Czasami udaje mi się znaleźć dobre duszki, które to za mnie czynią, ale nie zawsze mam to szczęście. Tym razem Piotr pomagał mi od początku przygotowań, dzielnie towarzyszył w zakupach. Nie obyło się bez bólu. Nie znoszę ciuszków, które opinają mnie tak, że wyglądam jak… sami wiecie. O ile mogę zaakceptować, iż bielizna termo powinna przylegać do ciała, o tyle na widok własnego odbicia w lustrze w zestawie z cienkiego polaru włosy stanęły mi dęba. I ja w czymś takim mam się publicznie pokazać???? Nigdy nie byłam typem Twiggi (info dla młodszych Czytelników: superanorektyczna modelka z lat 60. XX wieku], a w chwili obecnej to raczej podchodzę pod kategorię moich ulubionych zwierzaków, czyli lwów morskich, w związku z powyższym nie ma jak to superluźne ciuchy maskujące co się da. Niestety okazało się, że Piotr znalazł sprzymierzeńca – panienka ze sklepu sportowego też stwierdziła, że jeśli polar ma mnie grzać, to ma być obcisły… Mówi się trudno i żyje się dalej. Ma mi być ciepło i wygodnie, a zresztą od wyglądania ładnie mam Marysię.

Są jednak momenty wesołe. Krzyk Piotrka: „Co tam robi moja kurtka???”. A ja sądziłam, że to moja. W końcu moją widziałam tylko raz. W sklepie. Za drugim podejściem jest już łatwiej. Znalazłam coś, co wygląda jak moja kurtka. Tylko kolor mi nie pasuje. Moja była chyba zgniłozielona. Ale przeszukiwania szaf przynoszą efekty. Moja kurtka leży grzecznie zwinięta w mojej szafie. Ale to nie ja tam ją umieściłam, w drugim rzędzie, zwiniętą w kłębek…

Samo pakowanie, a co najmniej jego pierwszą wersję, robię sama. Dopiero później czeka mnie weryfikacja i wyrzucanie z plecaka rzeczy niepotrzebnych. Już się boję.

Po czwartkowej panice: Boże, gdzie jest mój paszport????? W trzech możliwych miejscach: moja torebka – nie ma, szuflada w biurku w biurze – nie ma, szuflada w nocnym stoliku – nie ma. Jeszcze moment, a skończy się zawałem albo – druga opcja – zabójstwem, kiedy powiem Marysi, że nie jadę, bo nie mam odpowiedniego dokumentu tożsamości. Ona mnie po porostu udusi…

I nagle – eureka!!!! Paszport jest w szafie (nigdy go tam nie wkładałam), w pasie biodrowym na dokumenty. Jaka ulga!

Pozostałe działania są mniej stresujące. Nie mogę znaleźć szortów. Na pewno przywiozłam je pod koniec września z Hiszpanii, bo przecież o wiele za długo chodziłam w nich po powrocie, co zakończyło się przeziębieniem.

Znalazłam też swoje uniwersalne nakrycie głowy: chusteczka, czapeczka, opaska uciskowa, kominiarka do napadu na bank i 100 innych zastosowań – było pod łóżkiem. Na zjeżdżanie po piasku w Huanchina będzie idealne.

Już prawie się spakowałam, teraz wkroczy do akcji Piotr i wyrzuci mi połowę dobytku z plecaka.

Szczerze mówiąc, jest tego dobra dużo.

Ale… przecież nie biorę suszarki do włosów ani kuferka z kosmetykami. W założeniu biorę tylko rzeczy niezbędne. A co znaczy niezbędne????

En general, preparar la maleta o mochila es la parte menos agradable del viaje. Puedo decir incluso es algo que me da asco. Lo odio. Algunas veces encuentro las almas buenas que lo hacen por mí, pero no en cada viaje tengo tal suerte. Esta vez Piotr aka Pedrito me ayudó mucho en los primeros preparativos, me acompañó en las compras. No era una parte sin dolor. Odio la ropa muy ajustada, en la cual tengo pinta de… ya lo sabéis bien. Soy capaz de aceptar que la ropa térmica es muy ajustada, pero al ver en el espejo la imagen de mí misma vestida de un conjunto polar fino se me erizó el pelo. ¿¿¿¿Se supone que yo tengo que dejarme ver en algo así en publico???? Nunca era tipo de Twiggi (para los jóvenes lectores de mi blog – una modelo súper anoréctica de los años 60), y actualmente parezco más la categoría de mis animalitos favoritos que son leones de mar, en consecuencia no hay como la ropa holgada que oculta lo que se puede y debe. Infelizmente, Pedrito encontró un aliado; la señorita de la tienda insistía que si el polar es para asegurarme el calor tiene que ir muy ajustado. Bueno, lo sobreviviré, además en nuestro team de viaje la de lucir es Mariquita.

Hay momentos alegres como el grito de Pedrito; ¿¿¿Qué hace entre tus cosas mi guayabera??? Yo pensé que era mía. Por fin, la vi sólo una vez, en la tienda. El segundo intento era ya mejor. Encontré algo que parecía ser mío. No obstante, no era muy segura del color. La mía, de lo que me acordaba era verde botella. Pero las búsquedas en los armarios traen efectos. Mi guayabera verde estaba escondida allá, en el segundo rango, enrolladita…

El proceso de empaquetar mismo, al menos su primera versión, esta vez lo hago sola. Después mi mochila pasará el proceso de verificación y se quitarán de la mochila los objetos superfluos. Ya tengo miedo.

Después de la pánica de jueves: ¿¿¿¿¿Dios mió, dónde está mi pasaporte?????

Hay tres lugares posibles: mi bolso – no hay, cajón en mi escritorio – no hay, cajón en mi mesita de noche – no hay. Un momento más y acabaré con un infarto, u otra opción – homicidio, cuando le diré a Mariquita que no voy con ella, porque no tengo un documento de identidad adecuado. Ella me va a estrangular sencillamente…

Y de repente – ¡¡¡¡eureka!!!! El pasaporte está en el armario (ningún lugar habitual), en una bolsita de viaje. ¡Que alivió!

Otras actividades son menos estresantes. No puedo encontrar mi pantalón corto. Seguro lo trajé de España a finales del mes de septiembre, lo usé durante mucho demasiado tiempo después de mi regreso, lo que concluyó en mi constipado.

Encontré también mi abrigo universal de cabeza que sirve como manta, gorrito, cinta, venta, incluso para robar el banco y 100 otros usos – era bajo mi cama. Estará ideal para nuestras actividades en la arena de Huanchina.

Ya casi estoy lista, ahora aparecerá Pedrito y me botará la mitad de los bienes de mi mochila.

Siendo sincero, hay muchas cosas.

Pero… no me llevo el secador de pelo, ni maletín con artículos de belleza. En principio, sólo lo indispensable. Pero, ¿¿¿¿qué quiere decir „lo indispensable”????

Posteado por: ossetta | diciembre 3, 2009

Ramy czasowe – El marco de tiempo: 7.12.2009 – 2.01.2010

Jestem równie nieuczesana w wirtualnym świecie jak w realu. Jeśli chodzi o fryzurę, jest szansa na poprawę, bo idziemy obie z Marysią do fryzjera w sobotę. Zgodnie z założeniem Marysia będzie wyglądać bosko, a ja po prostu będę wyglądać przyzwoicie. Resztę, jak wszyscy wiecie, będę nadrabiać swoim urokiem osobistym.

Z blogiem chyba tak prosto nie pójdzie, powoli odkrywam pewne funkcje, ale wciąż idzie to dość opornie. Dzisiaj mam wrażenie, iż swędzi mnie klawiatura, dalej próbuję nadrobić zaległości. Ale w swoich walkach z WordPressem nie czuję się osamotniona. Dostałam już dziś 10 maili od znajomych z komentarzami do mojego świeżo spłodzonego bloga. Widocznie umieszczenie komentarza na WordPress też nie jest takie proste.

Ale jedna sprawa jest oczywista: nie określiłam jeszcze jasno, jak długo będzie trwała nasza przygoda, co niniejszym czynię.

Otóż wyjeżdżamy pociągiem z Poznania do Berlina w poniedziałek 7 grudnia o 10.27. Wylatujemy z Berlina do Madrytu o 19.30, lądujemy na Barajas o 22.35. Tutaj czeka nas ostatnia europejska noc. Byłam nieugięta, bo mimo żywej chęci Marysi, aby pobuszować trochę po Madrycie, nie wytykamy nosa poza hotel. Gdyby ta noc była na odcinku powrotnym, sama zaproponowałabym spotkanie z przyjaciółmi i „szlak orlich knajp”. Ale wolę nie ryzykować… Wylatujemy z Madrytu 8 grudnia o 12.45 i przewidywany czas przylotu do Limy to godzina 18.50.

Nasza zaprojektowana trasa to: LIMA – PARACAS – ISLAS-BALLESTAS – ICA – NAZCA – AREQUIPA – CAÑON COLCA – LA CALERA – JULIACA – PUNO – JEZIORO TITICACA – CHUCUITO – POMATA – COPACABANA – TITICACA – LA PAZ – UROS – PUNO – ANDAHUAYLILLAS – CUZCO – INCA TRAIL – MACHU PICCHU – PISAC – OLLANTAYTAMBO – CHINCHEROS i – jeśli starczy czasu – TINGO MARIA, może TRUJILLO.

Jeszcze nie wiemy, gdzie spędzimy Święta. Wygląda na to, że w Cuzco. Ale nasz wyjazd to przygoda i nie chcemy zbyt wielu rzeczy ustalać z góry.

Jedna data jest nieuchronna: 31 grudnia o 20.00 wylatujemy z Limy. Czyli witamy nowy rok na pokładzie Airbusa A349-600 chilijskich linii lotniczych LAN. Nasz pierwszy podniebny sylwester. Może być wesoło.

Estoy igual despeinada en mi mundo virtual como en el real. En cuanto a mi peinado, hay perspectivas de cambio, ya que el sábado vamos ambas al peluquero. Como siempre Mariquita saldrá divina, yo al menos decente. El resto como ya sabéis lo compensaré con mi encanto personal .

Para “peinar” mi blog es más dificil, poco a poco voy descubriendo ciertas funciones, pero la materia es resistente . Hoy tengo la impresión que el teclado se me calienta, intento de completar los huecos de la historia. En mi lucha con WordPress no me siento sola, visto que algunos me envían los comentarios sobre mi blog recién nacido al e-mail. Parece que hacer un comentario directamente en la página tampoco es fácil.

Una cosa es evidente: todavía no he precisado cuanto tiempo durará nuestra aventura, lo que hago a continuación.

Salimos de Poznań el lunes 7 de diciembre a las 10:27 horas, con tren rumbo a Berlín. Nuestro vuelo de Berlín a Madrid sale a las 19:30 horas, aterrizamos en Barajas a las 22:35 horas. Nuestra última noche europea de este año. Era inflexible – a pesar de las fuertes ganas de Mariquita, para hacer una vuelta nocturna por Madrid, no dejaremos nuestro hotel. Si fuera la noche de regreso, yo misma hubiera propuesto de pasarla con los amigos en la “ruta de las tascas”. No quiero poner al peligro nuestro viaje a América…Salimos de Madrid el 8 de diciembre a las 12:45 horas y nuestra presumida llegada a Lima es a las 18;50 horas del mismo día.

En Perú (¡¡¡¡Perú lindo y hermoso!!!!) queremos hacer el itinerario siguiente, con una pequeña escapada a Bolivia: LIMA – PARACAS – ISLAS-BALLESTAS – ICA – NAZCA- AREQUIPA – CAÑON COLCA – LA CALERA – JULIACA – PUNO – JEZIORO TITICACA – CHUCUITO – POMATA – COPACABANA – TITICACA – LA PAZ – UROS – PUNO – ANDAHUAYLILLAS – CUZCO – INCA TRAIL – MACHU PICCHU – PISAC – OLLANTAYTAMBO – CHINCHEROS – y si el tiempo nos alcanza – TINGO MARIA, pude ser TRUJILLO.

No sabemos donde nos tocará la Navidad. Parece que será en Cuzco. Sin embrago, nuestro viaje es una aventura y no queremos establecer un plan demasiado rígido.

Una fecha única no está sujeta al cambio. El 31 de diciembre de 2009 a las 20:00 horas salimos de Lima. Así inauguramos el Año Nuevo al borde de Airbus A349-600 de líneas aéreas chilenas LAN. Nuestra primera Noche Vieja en las nubes. ¡¡¡Puede ser divertido!!!

Posteado por: ossetta | diciembre 2, 2009

Leniwiec, czyli oso perezoso

Leniwiec, czyli oso perezoso

W ramach rozważań przed podróżą dochodzę do wniosku, iż pisanie po polsku i po hiszpańsku jest wystarczająco kreatywne, tudzież iż należy znaleźć inne, mniej bolesne rozwiązanie na wersję angielską, ewentualnie francuską i włoską, zanim Marysia przejmie pióro lub klawiaturę.

Hm, blog w wielu wersjach językowych mógłby być dziełem autorki/autorek i zaprzyjaźnionych tłumaczy. Czy znam takowych? Muszę się zastanowić. Wtedy trzeba by oznaczyć tłumaczenia wg ich autorów…

En el cuadro de reflexiones antes el viaje estoy llegando a la conclusión, que escribir en polaco y en español ya es suficiente creativo, además sería necesario de encontrar otra solución, menos dolorosa para las versiones en ingles, francés e italiano, al menos antes que Mariquita recoge su estilográfica o teclado.

Así el blog en varias versiones lingüísticas podría ser la obra de la autora/las autoras y traductores amigos. ¿Conozco algunos? Tengo que pensarlo. En este caso se tendría que diferenciar los posts originales de las traducciones, por ejemplo, con iniciales de traductores.

Posteado por: ossetta | diciembre 2, 2009

Czas ucieka – El tiempo corre

Chciałam trochę oszukać i uzupełnić opuszczone dni, ale wygląda na to, że się nie da.

Quería engañar el tiempo y completar los días omitidos, pero veo que no es posible, o puede ser que no se como hacerlo.

Entradas antiguas »

Categorías

Seguir

Get every new post delivered to your Inbox.